Szare Twarze

Szare Twarze – Leszek SeeN Kowalski

Dzisiejszy post szarotwarzowy poświęcony jest Panu, którego od dawna podziwiam za to co tworzy.

Nie, żebym nie podziwiał całej reszty szarotwarzowego zastępu, ale Leszek Kowalski to nieco inna para kaloszy. Kto nie zna, niech biegusiem obejrzy jego oficjalną stronę, albo galerię choćby na plfoto. Jego twórczość, oprócz nienagannej estetyki, jest świadoma, czego chyba najbardziej życzył bym sobie samemu w przyszłości. Przy okazji muszę się przyznać, że w momencie zapraszania Leszka do wskoczenia w sweterek, byłem przekonany, że zajmuje się on głównie modelinkami. Dopiero później, po przestudiowaniu jego kilku galerii, zdałem sobie sprawę, że żyłem w lekkiej nieświadomości.

Jak to się stało, że się spotkaliśmy? Była to już druga moja „łapanka na Leszka”. Za pierwszym razem, kiedy byłem w Kielcach, nie dojechał, bo był zajęty. Tym razem dorwałem urwipołcia!
Okazją ku temu okazał się plener fotograficzny w Pińczowie organizowany cyklicznie właśnie przez SeeN’a. Kilkoro znajomych się wybierało, wybrałem się i ja. Było bardzo sympatycznie, ale o samym plenerze nie będę się  dziś rozpisywał, bo chcę poświęcić temu osobny post.
Jeszcze jadąc autobusem do Krakowa, słuchając Rise Against, rozmyślałem o tym, jak Leszek wygląda, jak mógłbym to uwydatnić, podrasować, zrobić po mojemu. Siedziałem, patrzyłem przez okno, oglądałem mijanych ludzi aż tu nagle tadam! Cudowne olśnienie. Takie znikąd, takie jakie czasem miewam, takie jak lubie!  Jak się potem okazało, prawie nie udało mi się zrealizować tego olśnienia. Prawie!

fot. Adrian Błachut
fot. Adrian Błachut
fot. Adrian Błachut

Pierwsze zdjęcie to wizualizacja mojego pekaesowego olśnienia. Żałuję bardzo, że nie udało nakręcić się filmu z realizacji, bo było to doznanie naprawdę bezcenne. Środek nocy, chyba lekki mróz, procenty pływające we krwi chyba wszystkich, a w samym środku ja proszący Leszka o zawiśnięcie na trzepaku głową w dół. Zresztą zobaczcie sami…

 

Do tego problemy ze sprzętem, który nie chciał za cholerę działać kiedy już Leszek zwisał. Jednym słowem CUD, że to się udało. A napewno nie udało by się, gdyby nie zdopingowała mnie (dość „stanowczym” tonem) Renata, a cała reszta ekipy nie pomogła już przy samych zdjęciach.

Dziękuję wszystkim, który marzli razem ze mną, nie wiedząc do końca co się dzieje… 😉

Na sam koniec ostatni z bonusów w postaci makro mojej facjaty autorstwa właśnie Leszka. Podobno pozowałem najlepiej z dziewczyn…

Do następnego!
Hawk