Szare Twarze

Szare Twarze – Michał Buddabar

Cykl szarych twarzy, do których wracam dzisiejszym tekstem, a o których pewnie nieco zapomnieliście, wychodzi powoli na ostatnia prosta. Przy odrobinie szczęścia i sprzyjających wiatrów geopodróżniczych skończę całość przed imieninami Sylwka.

Michal Buddabar, o którym dziś, to warszawsky fotopstryk, który nie lada przebojem wdarł się w fotoportalowy półswiatek, w którym taplamy się co dzień oglądając, oceniając, komentując. Wszystko za sprawą serii „Adam & Ewa” jak sam lubię ją nazywać. Sad pełen drzew, naga kobieta, dłonie, jabłko i papierowa głębia ostrości właściwa dla analogowego średniego formatu.

fot. Michał Buddabar

Kiedy mięliśmy okazję w końcu poznać się z Michałem i pogadać, okazało się, ze to były jego pierwsze zdjęcia, a jedyne co w tamtym momencie potrafił to wcisnąć spust migawki. Imponujące, prawdaż? Zwłaszcza biorąc pod uwagę efekt końcowy.

fot. Michał Buddabar

Żeby nie było, że piszę o Michale tylko i wyłącznie w kontekście nagich pań wspomnę, że jego fotografia to również wspaniałe portrety środowiskowe. Wyłuszczając tylko jeden, nota bene chyba mój ulubiony…

fot. Michał Buddabar

Moment poznania. Musze go po krotce opisać bo to było bardzo ciekawe przeżycie. Zresztą nie mniej ciekawe niż późniejsze fotografowanie Buddy. Siedzieliśmy sobie razem z Szarą, Marzeną Gregier, oblubieńcem Marzeny Goncalo Franco i kilkoma innymi osobami u Always’a De Sun kiedy do mieszkania wszedł „chłop jak dąb”. Chwile wcześniej robiłem zdjęcia właśnie Tomkowi i już wtedy miałem obawy czy mój szary sweterek  rozmiar „S” przetrzyma tą próbę (pamiętajcie, ze mam tylko ten jeden jedyny egzemplarz).  Po chwili okazało się, ze Tomek mógłby być młodszym bratem Buddy i stało się jasne, że sweterek musi nosić cechy niezniszczalności…

fot. Adrian Błachut

Skąd kask motocyklowy? Otóż Michał jest zapalonym fanem jednośladów. Kiedy przyznał się, że przyjechał na motorze, stało się jasne, że motorowy atrybut zagości na zdjęciu jego osoby. Niestety, w poplątanym gąszczu obrazków, klisz, płyt, zaginęły wszelakie kulisy z naszego fotografowania, w związku z czym dziś zakończę wyjątkowo bezbakstejdżowo.