Felieton

Bandycka drogówka z Pszczyny?

Dziś opiszę moją dziewiczą przygodę spod znaku gniecionej blachy. Tyle razy opowiadałem o niej znajomym, że najwyższy czas ten potok słów przelać na bloga. Dla bliskich, dla potomnych, dla Was.



Zapytacie pewnie co to ma wspólnego ze zdjęciami? Ma i to całkiem sporo, ale o tym napiszę w 3 części opowiadania „Z pamiętnika weselnego fotopstryka„. jest piękny niedzielny dzień 23 września. Z głośników sączy się Dj Shadow, a z otwartego okna przyjemny wiosenny wiatr, który rozwiewałby mi delikatnie włosy, gdybym je miał. Droga nużąco prosta. 20-kilometrowy odcinek z B-B do Pszczyny pozbawiony zakrętów. Wybija 16:50, a ja jestem na jego końcu, dokładnie 1.8km przed Pszczyną, w której mam spotkanie o 17:00. Jadę lewym pasem, 70, może 80km/h. Przede mną, zaraz za światłami, zauważam stojąca kolumnę samochodów. Hamuję, bez pisków, bez deski, ale zdecydowanie. Samochód zwalnia, zbliżając się do kolumny. Wtem jak coś nie pierdolnie! Jak nie huknie! Jak nie strzeli w tył…

Cisza, bezruch. Otwieram oczy i patrzę jak z mojej poduszki powietrznej ulatuje gaz. Jest brudny, zielonkawy. Kontrastuje z kilkoma kroplami krwi, które zauważam chwile później. Wszystko trwa może sekundę i w tym czasie patrzę przed siebie w bezruchu zastanawiając się czy zaraz nie będzie następnego uderzenia. To częste przy karambolach.

W końcu badawczo spoglądam na prawą rękę, lewą, przebieram  powoli nogami. Wszystko jest sprawne, tylko po skroni spływa mi ciepła maź. Sięgam i czuję, że mam rozciętą głowę, ale to nic. Patrze w lewo, w prawo, szyja trochę boli, ale też wydaje się cała. Wysiadam, patrze na samochód i dociera do mnie, że to wrak do kasacji. Jakaś kobieta podaje mi kilka ręczników papierowych. Z samochodu, który we mnie uderzył, ludzie wyciągają krzyczącego faceta. Ma zakrwawioną twarz. Jak się okaże, jechał bez pasów i chyba w ogóle nie hamował. Pod nosem mówię do siebie „ja pierdole”, bo jestem prawie pewny, że facet jest cały połamany. Na szczęście nie jest, a krzyczy chyba z szoku.

Chcę zadzwonić, ale nie mam telefonu. Zawsze trzymam go w rynience obok kierownicy. Zerkam do środka przez okno, bo drzwi już nie da się otworzyć, nie ma go. Gdzieś poleciał. Wchodzę przez drzwi pasażera i pierwsze co zauważam to moje radio samochodowe leżące na fotelu pasażera, ma urwany kabel. Idę do tamtej kobiety prosząc, żeby do mnie zadzwoniła. Ta nie może wstukać mojego numeru przez trzęsące ręce. Mi trzęsą się tylko trochę co mnie dziwi. Jest, pod fotelem kierowcy. Sam fotel jest złamany. Wyciągam też torbę z aparatem, jest cała. Dzwonię, w tym samym momencie przyjeżdża karetka. Wciągają faceta i mnie do środka. Okazuje się, że facet to rocznik ’35. Lamentuje, że dopiero odebrał samochód od blacharza, bo miesiąc wcześniej miał wypadek. Chuj mnie chce strzelić, ale nic nie mówię. Siedzę i odpowiadam na pytania sanitariuszki opatrującej mi głowę.

W tym momencie otwierają się drzwi karetki, a w nich pojawia się głowa policjanta, który pyta kto jechał czarnym punto? Stwierdzam, że ja, na co ten odpowiada, że nakłada na mnie mandat. „Na mnie..?” pytam zdumiony, „ale za co?” Sanitariuszka naciąga mi na głowę białą siatkę prawdziwego rapera kiedy policjant oznajmia pretensjonalnie, że za spowodowanie zagrożenia zdrowia 9 osób jadących przede mną. „Ale ten pan we mnie uderzył” wskazuję kciukiem za siebie na co policjant stękając „dobra dobra, w sądzie będzie się Pan tłumaczył” trzaska drzwiami karetki. „Zajebiste podejście policjanta do człowieka opatrywanego w karetce, który w ustach czuje jeszcze smak własnej krwi, a ręce trzęsą od zastrzyku adrenaliny” pomyślałem.

Biały raper w siatce i naszyjniku z Rollex’ami w tle

Kierowca włącza sygnał, karetka rusza do szpitala. Siedzę za nim, na środku i doskonale widzę jak samochody rozjeżdżają się na boki. Zawsze zastanawiałem się jakie to uczucie. Teraz już wiem, jest fajnie. W szpitalu szyją mi głowę i robią rentgen szyi. Nie robią zdjęcia stłuczonego nosa, który był złamany, o czym dowiedziałem się już w B-B 3 dni później. Pielęgniarka, po wyświetleniu się zdjęcia na monitorze, oznajmia mi, że mam piękną, łabędzią szyję. Serio..? Pytam znużony i obolały, bo pierwszy raz w ciągu mojego 27-letniego życia słyszę taki tekst.

„łabędzia szyja”

Wracam na Izbę Przyjęć, do policji. Dziadek właśnie skończył dmuchać w balonik. Moja kolej. W międzyczasie policjant pyta go o stan. Pęknięty piszczel, stłuczone biodro i rozbita głowa. „Nie najgorzej jak na  77-latka jadącego bez pasów, który uderzył we mnie mając pewnie z 70km/h na budziku” pomyślałem. Policjant, tym razem inny, znów pyta mnie jak doszło do kolizji. Odpowiadam to samo, na co ten wzdycha i sączy pod nosem, że „tamci mówią co innego”. Zastanawiam się co mówią, w ogóle nie podejrzewając o co może chodzić. Wracamy na miejsce wypadku, a tam…

… a tam policja ustaliła już z resztą uczestników karambolu (łącznie 5 samochodów), iż najpierw ja, oczywiście nie zachowując należytej ostrożności, uderzyłem w jadących przede mną, na co dopiero we mnie uderzył dziadek. Niepodważalnym dowodem tego stanu rzczy maja być dwa uderzenia, które poczuli Ci jadący przede mną. Na nic moje tłumaczenie, że jestem pewny na 1000%, że najpierw dostałem z tyłu, a uderzenia przodem w ogóle nie zanotowałem.

Wchodzę do suki, a tam z policjantem siedzi dwóch panów, którym porysowały się zderzaki. Wszyscy patrzą na mnie z byka, jest cisza. Siadam między nimi. Ten sam policjant pyta mnie „czy już wiem jak to było?” Wzdrygam się mówiąc, że tak samo jak opowiadałem w karetce. Jadę, hamuję, dostaję w tył, otwieram oczy i stoję między dwoma samochodami. Na co szanowny pan policjant niemal parska mi śmiechem w twarz mówiąc, że skoro tamci mówią, że były dwa uderzenia to „chyba musiałbym się odbijać tym samochodem jak piłeczką pingpongowa”, „fizyki nie miałem w szkole?” oraz żebym „nie marnował ich czasu” kończąc pytaniem „czy mam wszystkich za idiotów?”. Pan z boku dokłada swoje pogardliwe „niech się pan nie wygłupia” i nagle dociera do mnie, że za cały jebany karambol wszyscy chcą obwinić właśnie mnie, najmłodszego i łysego dresa, który  skasował matce samochód…

Nie przyjąłem mandatu, chociaż pod koniec już byłem tak skołowany i tak nakłaniany i przez gliniarza i przez resztę ludzi, że chciałem go przyjąć, bo wydawało mi się, że tak będzie prościej. Policja zatrzymała mi prawo jazdy. Jak uznał tydzień później sąd w Pszczynie, bezpodstawnie. Sprawa idzie do sądu, a na pytanie mojego radcy prawnego „dlaczego zatrzymano mi prawo jazdy?” tamten policjant oznajmił, że sprawa mogłaby się zakończyć inaczej gdybym nie był taki arogancki i nie próbował wrobić w winę starszego pana. Chuj mnie boli! Arogancki?? Gdybym wiedział jak to się skończy nawrzucałbym temu złamasowi już w karetce. I tekst o wrabianiu faceta, który uderza mi w tył samochodu, bezcenne. Teraz Polska! chce się krzyknąć.

Na koniec moja krótka analiza co prawdopodobnie się stało. Otóż najwidoczniej faktycznie były dwa uderzenia, łącznie w mój samochód. Kiedy dziadek uderzył we mnie pierwszy raz, ja puściłem hamulec i odbiłem się prosto na samochód przede mną, na co jeszcze raz wjechał w to dziadek, już próbując skręcać w prawo. Świadczy o tym chociażby fakt, że mój cały tył (łącznie z pękniętym lewym reflektorem) jest uszkodzony, podczas gdy na zdjęciu z miejsca wypadku widać, że dziadek jest wbity w prawy bok mojego tyłu mając również rozwalony cały przód. Na mojej tylnej klapie nie ma żadnych poziomych rys świadczących o tarciu blachy z lewej do prawej. O tym, moje radio wystrzeliło na fotel pasażera zrywając kable nawet nie będę wspominał.

Reasumując, mój pierwszy w życiu (mam prawo jazdy 10 lat) wypadek policja rozbiła na 2 osobne kolizje. Nikt komu to opowiadam nie wie dlaczego. Kilka dni temu zeznawałem w sprawie pierwszej kolizji, gdzie jestem oskarżonym o wykroczenie drogowe. W notatce policji nie było nawet słowa o tym, że ktokolwiek uderzył we mnie z tyłu. Policjant przesłuchujący był zdumiony. Druga kolizja to wjechanie pana ’35 w mój tył. Zapewne też miał w tej sprawie swoje przesłuchanie. Ja cały czas nie przyznaję się do stawianych mi zarzutów. Zobaczymy co będzie w sądzie. Jeśli ten mnie nie uniewinni chyba będę musiał sprzedać cały swój ubogi dobytek łącznie z komputerem, na którym teraz piszę ten tekst, więc gdybym zniknął, będzie wiadomo dlaczego… ,-) Trzymajcie kciuki.

PS. Pomyśleć, że często woziłem torbę fotograficzną w tylnym bagażniku…PS.2. Jeśli jesteście doświadczonymi blachogniotami i macie dla mnie jakieś rady odnośnie toczącego się postępowania, piszcie na info@adrianblachut.com Będę wdzięczny za każdą.

Aktualizacja: CIĄG DALSZY


 


  • „Sąd sądem ale sprawiedliwość musi być po naszej stronie” jak mówi klasyk 😉

  • kiewicz

    CHUJE! Brak słów.

    Pisz do Darka może on coś poradzi.

    Az sie odechciewa wracac do Polski…

  • kur.. nóż się w kieszeni otwiera..

  • Powiem Ci, że jestem z Ciebie dumny, że nie przyjąłeś tego mandatu! Niestety funkcjonariusze często chcą iść tą łatwiejszą drogą, nakłaniając „najsłabsze” ogniwo do przyjęcia mandatu i poddania się „sprawiedliwemu” potraktowaniu. Znajomy w Krakowie miał podobną sytuację (dużo mniejsza prędkość, której wynikiem była zwykła stłuczka) ale sam do końca nie wiedział, czy to on najpierw uderzył Panią z przodu, czy to pan z tyłu go najpierw puknął… tak czy siak, skończyło się to właśnie dwoma mandatami – jeden mandat dla Pana z tyłu, bo nie zachował należytej odległości, drugi mandat dla kumpla, bo on nie zachował również należytej odległości. Dwie różne sprawy… natomiast rozwiązanie zdaje się być dosyć proste i nie jest kosztowne: http://www.ebay.pl/itm/Car-Vehicle-Dash-Dashboard-Camera-DVR-Wide-120-degree-/130458628717?pt=LH_DefaultDomain_0&hash=item1e5ff0b26d

    Trzymam kciuki i pozdrawiam. Hawk!

  • Milena Sobieraj

    Życzę powodzenia, bo się przyda na pewno!

  • Alicja

    Mogę tylko napisać… ja pierd…ę gdzie tu sprawiedliwość???

  • wolf

    po pierwsze złóż skargę na policjantów do KWP w Katowicach za pośrednictwem KPP Pszczyna na arogancję i bezpodstawne zatrzymanie prawa jazdy które to miało wymusić przyznanie się do winy dołączając kopię wyroku o zwrocie prawa jazdy to spowoduje że Policjanci z WRD Pszczyna zmiękną i poważnie potraktują twoje zeznania ponad to na sprawie wnioskuj o powołanie biegłego z dziedziny motoryzacji bo z samych zdjęć które zrobiłeś już można wywnioskować że racja jest po twojej stronie

    Powodzenia

  • Rav

    Policja tak właśnie robi… też przechodziłem coś podobnego.
    Po kolizji z latarnią, przyjechały psy po cywilnemu i zaczęła się jazda.
    Nikomu krzywdy nie zrobiłem, latarnia cała, tylko moje auto poobijane. A czułem się jak gangster, który zaraz zostanie rzucony na maskę i skuty.

    Była 3 w nocy, -30 stopni i usłyszałem, że albo mandat przyjmuję, albo czekamy na ekipę do 6, auta ruszyć nie mogę.

  • Anonymous

    Wczoraj miałem wypadek gościu z naprzeciwka zapierniczał ścinając zakręt i kiedy wjechał na mój pas pozostało mi tylko uciekać w pole a tam drzewa, auto rozbite, koleś pojechał dalej a wina oczywiście moja bo kogo innego jak nikogo nie było. Z całego szoku wziąłem mandat ale jak otrzeźwiałem z emocji to bym tak nie zrobił. Tak jak mówicie ukarać gościa w największym szoku i po sprawie, przynajmniej premia będzie dla nich 🙂
    Pozdrawiam