Felieton, Fotografia

Palenie szkodzi, ale na pewno nie fotografii


Wczoraj, w przypływie głodu fotograficznego, odkopałem zdjęcia z Ewą puszczającą dymek. Robiliśmy je jakoś w sierpniu zeszłego roku. Miałem ich tutaj nie wrzucać, ale dziś na fanpage, w komentarzach pod jednym z tych zdjęć padło zdanie, które zainspirowało mnie do napisania notki. Zdanie to przeczytaliście w tytule i niech to będzie najlepszy przykład kreowania tutejszej rzeczywistości przez fanów : )

Papierosy? Nie licząc kilku epizodów z przeszłości, których początki sięgają 2 klasy podstawówki, a przyczyny w infantylnej próbie bycia dorosłym, nigdy nie paliłem. Papierosy ewidentnie szkodziły mi. Wywoływały nudności. Kilka razy skuteczne. Nigdy nie pojąłem dlaczego ludzie trują się gównem jakim jest tytoń. Smród, dym, żółte paznokcie, zatęchłe ubrania, papierosowy oddech. Całowanie nałogowej palaczki przyprawia mnie o grymas,  o amatorkach szwedzkiego „snus” nawet nie wspominając.

Wszystko to jednak znika w momencie, kiedy papierosy stają się atrybutem fotografowanej osoby. Nie ma smrodu, nie ma żółtych paznokci, ani zatęchłym ubrań. Jest szyk, elegancja, dekadencja, jakiś taki artystyczny dreszczyk. Załóż kretynowi okulary i wsadź papierosa do buzi, a zamieni się w off’owego artystę, intelektualistę. Hipstera.

I mimo, że nie palę, ani nie przepadam za papierosami w ogóle, uwielbiam zadymione zdjęcia i uważam, że nawet sposób trzymania papierosa może być bardzo seksowny. Czemu tak jest? Pojęcia nie mam. Wiem tylko, że palenie szkodzi, ale na pewno nie fotografii.