Felieton

Tumblr – Reblogują Cię tysiące, nie zna Cię nikt

Niektórzy z was – podobnie jak ja – prowadzą swoje profile na Tumblerze. W końcu gdzie jak nie tam wrzucać winien chcący się promować fotografer? Serwis tworzą głównie zdjęcia, więc jest wymarzonym do tego środowiskiem. Zdjęcie można opisać, podpisać, przekierować, w ten sposób ściągając do siebie tak pożądaną wiarę internetową. Niech tylko tysiące reblogują fotę, niech lajkują, niech przychodzą i podziwiają! Tylko co jeśli  tysiące reblogują i nie ma z tego nic..?


Swój profil tumblr prowadzę od końcówki stycznia 2013. Założyłem go trochę z potrzeby stworzenia ładnego, szybkiego i przejrzystego portfolio zawierającego to, co nie weszło na stronę główną, a trochę z pobudek, nazwijmy to, soszjal medialnych. W końcu po to karmimy sieć swoimi wypocinami, żeby jakiś ludek po drugiej stronie kabla zainteresował się nimi i postanowił się z nami zakolegować. Najlepiej na fejsie, instagramie, youtube i gdzie tam tylko jesteśmy. Wszystko w imię tworzenia tzw. społeczności.


W myśl powyższego postanowiłem, że będę skrupulatnie podpisywał każde swoje zdjęcie wrzucane na tumblr. A to imię modelki, a to czasem użyty aparat, czy film, ale przede wszystkim link do fanpage. Dodatkowo, po jakimś czasie i przez przypadek, odkryłem magiczną opcję „click-through link”, czyli przekierowania na dowolną stronę każdego, kto kliknie na zdjęcie po to, żeby je powiększyć. It’s genialnie wydawałoby się! Podpisy są, linki poustawiane. Teraz wystarczy, żeby foteczka zażarła i rozpędziła się jak kula śniegowa! Tysiące odsłon i fanów, chwała, splendor, szampan i dziwki!


Nic z tego. No, może poza bardzo połowicznie satysfakcjonującą nas liczbą notek i delikatnie rysującą się świadomością wśród miliardowej, anonimowej masy internetowej, dotyczącą naszej wesołej twórczości. Na tym koniec.


Miesiąc temu, z ciekawości, podpiąłem pod tymblr statystyki google analytics. Byłem ciekaw czy i jaki ruch internetowy odbywa się na moim skromnym profilu. Jak linkowanie, tagowanie, ilość notek, przekładają się na wizyty, na cokolwiek. Ot, kolejne moje mikrobadanie na własną rękę. Taki już jestem Sherlock. Tak się szczęśliwie zdarzyło, że wraz z pierwszym śniegiem za oknem, również w sieci urosła na moich oczach spora kula śniegowa. Druga w krótkiej historii mojego profilu. Pierwszą było zdjęcie „kiss kiss bang bang”, które w kilka dni, nastukało ponad 1000 notek. Mogę się tylko domyślać jaki segment tumblerowców pokochał je tak bardzo.


Druga kula śniegowa jeszcze się toczy, choć już prawie wyhamowała. Na przestrzeni kilku ostatnich dni zreblogowano ją ponad 3400 (słownie: trzy tysiące czterysta) razy. Biorąc pod uwagę fakt, że większość moich zdjęć ma od kilku do kilkudziesięciu notek, to dość spektakularny… sukces? No właśnie. Przez moment zastanawiałem się, co niesie za sobą taka liczba udostępnień. Jakiś urodzaj komci, lajków, followersów? Chwilowy, ale jednak odczuwalny?


Moje nadzieje i spekulacje szybko rozwiał rzut oka na google analytics. Okazuje się, że 3413 notek pod zdjęciem, podpisanym, które przekierowuje na jego fejsbukową wersję, nie przełożyło się na nic. Na absolutnie nic. Żadnych wejść na fanpage, lajków, żadnych wejść na moją stronę. Mało tego, żadnych wejść na sam profil tumblr! Zdjęcie poszło we świat i to tam dorwały je tysiące. Tam zostało.

W 7 dni mój tumblr odnotował ledwo stówkę wizyt, z czego większość przypłynęła z fejsbuka, trochę z mojego bloga, a 12 (słownie DWANAŚCIE) z samego tumblr’a. Również na tumblerze przybyło mi 8 (sic!) nowych obserwatorów i ledwie kilka notek pod innymi zdjęciami. Szalone statystyki!


Wnioski nasuwają się same i nie do końca wiem co o nich myśleć. Wśród dziesiątków milionów tumblrowych profili, których aktywności liczone są w miliardach, ciężko jest przebić się twórcy ze swoim obrazkiem. Królują kolekcjonerzy. Zdjęcia zaś są jednorazową papką, którą scrollujemy mechanicznie, od razu zapominając co oglądaliśmy 2 sekundy wcześniej. W odróżnieniu od fejsa, nikt nie ma najmniejszego zamiaru dotrzeć do źródła, do autora. I jeśli przypadkiem bozia sprawi, że moje zdjęcie zawędruje na monitory tumblrowców na całym świecie, nic to nie wniesie. Nawet jeśli udostępnią mnie tysiące, nie pozna mnie nikt!

  • Anonymous

    dobry tekst!

  • Ten komentarz został usunięty przez autora.

  • A tak się zastanawiałam jak to z tym Tumblrem jest 🙂 Zakładać to czy nie zakładać. Widzę, że chyba średnio warto. Poza samą ideą portfolio online.

  • Milosz

    Sensownie napisane. Ale moznaby wyciagnac duzo glebsze wnioski idac dalej tym tropem – np. jak wielu fanow na fejsie kupilo od Ciebie odbitke, albo zatrudnilo Cie do pracy? Jaki procent to bedzie? Jak wirtualny fejm przeklada sie na realne zycie? Czy czasem nie jest tak, ze internet wiecej defacto nam zabiera niz daje?

    • Miłosz, sporo klientów trafiło do mnie przez fejsa. A znam osoby, które całym biznesem kręcą z poziomu skrzynki odbiorczej swojego fanpage : ) Tutaj siła oddziaływania niebieskiego f jest niepodważalna.

    • Milosz

      Z jednej strony tak, z drugiej jednak, gdybys calymi dniami przesiadywal np w restauracji mowiac wszystkim dookola, ze jestes fotografem i rozdajac wizytowki i ulotki, to pewnie mialbys z tego nie mniej klientow. Poza tym o jakim procencie mowimy?
      Kiedys robiac pewna akcje na fejsie wyszlo 3 klientow na 5000 pozyskanych fanow. Fani stargetowani itp. I jaki z tego moral? Jak dla mnie podobny do tumblr’owego.
      A Ty z kolei zapewne masz na mysli bardziej zlozony kanal. Np. znajomy istniejacego klienta wypatruje na fejsie kto robil zlecenie po otagowaniu. To rzeczywiscie dziala, ale z drugiej strony kiedys ludzie po prostu do siebie dzwonili i pytali 😉

  • ja od początku zakładałam, że sławy z tego nie będzie, już nawet podpisów nie daję 🙂
    ale co mnie śmieszy to to, że kiedyś skopiowanie, udostępnienie gdzieś mojego zdjęcia wyprowadzało mnie z równowagi, a teraz wręcz zależy mi na tym! tak się świat zmienia… i sama nie wiem czy to dobre czy złe.

    • Też nie zakładałem sławy, ale jednak zdziwiło mnie zjawisko kompletnego oderwania foty od jej źródła : ) A co do kopiowania to myślę, że dopóki ktoś nie zarabia naszym zdjęciem, nie ma się co ciśnieniować.

  • Anonymous

    prawda to, choc szczerze mowiac nie jest to dla mnie nowowsc. Jedno moje zdjecie zdobylo ponad 1,000 notek, pozostale w podobnym stylu po 8, 12. Ten epizod ukazal mi cala prawde tumblorowej slawy i postanowilam usunac wszystkie materialy.

    • Po co usuwać? Repost Twoich zdjęć na tumblr można zrobić w zasadzie zewsząd w sieci 🙂

  • Ja niebawem z tumblra się wypisuje, chwilowo robi za moje portfolio. Poza tym to chyba chwilowa moda, owszem fajne szablony, darmowo, itp. Odbiorca natomiast marny, tak jak w tekście autor oderwany od treści.

  • ja tak czy tak lubię to szybkie pf 🙂

  • Uwielbiam Twoje teksty, bardzo fajnie piszesz. Moje postanowienie noworoczne – większa promocja portfolio w internecie. (zacząłem realizować nawet jakiś tydzień przed nowy rokiem) I właśnie założyłem tumblra. Dokładnie jak Ty stwierdziłem, że dla przeciętnego odbiorcy najważniejsze są obrazki więc tumblr wydawał się idealny! Sprawa ma się tak, minęły prawie dwa tygodnie – moi obserwatorzy to osoby, które sam wcześniej zaobserwowałem, moje „serduszka” pochodziły od osób, które sam „zaserduszkowałem”. Podawałem w opisach pod zdjęciami link na blogspota i jakieś tam wskaźniki w źródłach ruchu sieciowego się pojawiły, ale nie jest to odbiorca produktywny (w sensie osoba przechodząca z serwisu obrazkowego, do serwisu, w którym pojawia się również słowo przerażona zamyka zakładkę).
    Postanowiłem również promować bloga, wchodzę na inne blogi i komentuję w sposób rzeczowy. Nie robię żadnego spamu, wszystkie swoje wypowiedzi uzasadniam, a jeżeli podoba mi się look blogerki to opisuję dlaczego. Pomysł bardzo ambitny skończył się tym, że ilość wejść oczywiście urosła, komentarzy przybywa… Tylko… Załamuję się komentarzami typu „jesteś piękna”, bo ktoś nie raczył nawet przeczytać adresu bloga, że to blog fotografa. Nie chce być blogiem po którym scrolluje się treść posta aż do komentarzy w nadziei, że ktoś przejdzie na mojego bloga.

  • Anonymous

    A mnie często inspirują prace Takich ludzi jak Wy 🙂 i za to dziękuję 🙂 Dzięki Waszemu talentowi mogę się rozwijać :*
    Agnieszka Pięcińska

  • Temat rzeka, zwłaszcza jak się zna modele userów, swój styl fotograficzny etc.

    Może to są dobre wnioski:
    1. tumblr tylko sporadycznie służy do sciągania/przekierowania do website/fanpage. Dzieje się tak w przypadku specyficznych, oryginalnych, energetycznych twórczo postaw (znam takie), gdzie visitor jest świadomym poszukiwaczem i konsumentem pewnej postawy artystycznej i ją notorycznie zgłębia. Jednak w przypadku produkcji mainstreamowych i – w jakimś stopniu – konsumenckich smakowo materiałów mamy do czynienia głównie z mechanizmem jednostkowej reakcji. Działoby się więcej gdyby np. agencje reklamowe i domy medialne miały ludzi do śledzenia ‚creative photographers’, ale tumblr to głównie inny rodzaj usera i raczej należy o tym zapomnieć. Warto za to:
    – zadać sobie pytanie: do kogo zmierzam pokazując to co pokazuję na danym medium.
    – zapytac innych: jaki jest odzew w zamierzonym środowisku odbiorców (nabywców usług? koneserów pewnej stylistyki?). Robienei czegoś ‚dla wszystkich’ może się minąć z celem i zmarnować sporo energii. BTW, każdy, nawet Noah Kalina profiluje się węziej i pamięta by prowokować (‘kiss kiss bang bang’ ociera sie o skuteczne przyklejanie usera do marki, niekoniecznie jednak profilując jakoś samego autora)
    2. Tumblr z założenia służy do ‚karmienia’. Miliony ludzi buduje tam swój profil wrażliwości na bazie znalezionych tam/w necie zdjęć. Reblogując piszą do świata swoje pragnienie w komunikacie ‚to lubię = taki jestem’ (w domyśle: w tym zdjęciu odwzorowuje się moja wrażliwość, moje rozumienie obrazu, moje upodobania – nie zawsze zresztą kreatywne, głównie są to talenta czytelnicze). Tylko, ktoś kto z czasem wyodrębni się (styl) spośród tej masy paszy, będzie funkcjonował z imienia i nazwiska/profilu. A i to nawet nie musi się przełożyć na ilość sprzedaży wydruków czy (być może w Twoim przypadku) ilości zleceń. I chociaż Tumblr ma stosunkowo proporcjonalnie rozłożone pule wiekowe userów to jednak są to w większości (kończąca akcja usera) reblogerzy. Warto przed decyzją wejścia w to medium poszperać.
    3. Sama strategia to (imho!) kilka elementów.
    – minimum rok by cokolwiek zaistniało (rozpropagowało się). Im mniej novum tym wiecej czasu.
    – na pewno angażująca. NIE (!) oparta na wrzucaniu ‚spadów’ z PF bo to tylko dobijanie nienarodzonego sukcesu 🙂 Może wyjatkiem ejst model Bartka Pogody.
    – w przypadku komercyjnych, klasycznych prac ta strategia powinna opierac sie na zasadzie ‚metodycznego dublowania najciekawszych działań w kolejnej transmisji’, powiekszenia ‚przestrzeni obecności’, etc. Nie nastawiona na jakiś większy sukces w tym konkretnie medium. No chyba że mamy do czynienia z wyodrębnioną, nowatorską i intrygującą postawą twórczą na rynku. Wspomniany wcześniej Noah Kalina ładnie konsumuje stanie w rozkroku ‚pomiędzy’ Wystarczyły bodajze dwa lata i jest już nagminnie reblogowany. Jak to sie przekłada na popularność=sprzedaż, nie wiem. Z Polaków zaistniał jakoś Kuba Dąbrowski, na świecie dość popularny jest (znany Ci na pewno, ciekawy model bloga) Bartek Pogoda, w USA zrobiła się znana Magda Wosińska.
    W przypadku nowatorskiej (zwłszcza artystycznej) postawy twórczej taka osoba ma większe szanse na rodzenie ‚ciekawości kolejnego posta’. Znam kilka takich przypadków, sam chętnie je śledzę. Także jeśli chodzi o osoby opiniotwócze (reblogujące), samodzielnie nie uprawiające fotografii.
    – mając ogląd swoich terabajtów Rawów można sie pokusic o zrobienie tumblra z niepublikowanymi. bardziej odjechanymi, czy artystycznymi stricte rzeczami. Na dłuższą metę wymaga to jednak konsekwentności i wiary. Może warto potraktować którąś transmisję (platformę publikacji) w taki właśnie sposób. To czasem działa, znam kilka takich profili. Jednak z dużą dozą prawdopodobieńśtwa takie ‚karmienie’ kiedys umrze. Staje się zbyt nudne, a mało w nim perełek.

    CDN. (limit liter bloga)

  • PS1. Nie jestem followersem Twojego tumblra. Jest zbyt w stylu rzemiosła do prasy kobiecej, maleman etc. Nie jestem Twoim potencjalnym nabywcą. Znam Cię = kojarzę dobrze imię i nazwisko oraz prace, tylko wirtualnie (kiedyś portale, dużo dobrego mówiła mi o Tobie Agnieszka Rz.)
    PS2. Śledzę Twojego fejsa, wszedłem ostatnio w może dwa zdarzenia (od zawsze bardzo lubię Danutę Stenkę. A laska z twarzą w piegach gdzieś się chyba nawet rozpropagowała). Mam pewne przeczucie krajowego rynku mainstreamu i rzadko coś mnie zaskakuje, stąd ta niewielka moja kilkalność Twoich postów tamże. Doceniam jednak humor i power/polot tekstów 😉 Kiedys doceniałem edukacyjne wartości przekazywania warsztatu, ale rozumiem, że to się może wypalić.
    PS3. Zaglądam (Tumblr) tylko na profile jakościowo bliskiego mi kontentu (twórców, kuratorów) i to mocno sporadycznie, rzadko, głównie by zweryfikować i zasubskrybować daną osobę lub przypomnieć sobie ‚co nowego’, nacieszyć percepcję i zwoje mózgowe określonym sposobem widzenia, wrażliwością, narracją czy podrażnić się określonego rodzaju ‚tajemnicą’. BAZUJĘ TYLKO I WYŁACZNIE na ‚strumieniu’ (tablicy) spływających tam postów w/w osób i reblogowaniu tych mi narracyjnie bliskich.
    PS4. Nie mam swojego autorskiego Tumblra. Dojrzewam, ale uważam takie działanie za rodzaj ejakulacji, mało sprzedażowej jeśli się nie ma oryginalnego i nowatorskiego kontentu, a przynajmniej artystycznego, w jakiś sposób na tyle literackiego, narracyjnego (wartościowego) by go toś odwiedzał. W mojej ocenie najczęstszym oglądaczem prac w PL środowisku są znajomi i adwersarze. Nie są to nabywcy. Rzadko (tutaj sam musisz ocenić) zleceniodawcy. Znam przypadki gdzie takie platformy w PL przynoszą zlecenia (dzieci, śluby etc)
    PS5. Nie komentuję już nigdzie, nie angażuję się na portalach. To niczego nie daje (PS4) a kradnie czas życia/pracy. Skupiam się na własnej pracy i szukaniu kanałów dotarcia dla moich komunikacji (o ile takie posiadam/będę kiedyś posiadał). Nie pracuję zawodowo jako fotograf.

  • Nie mam możliwosci edycji postów, więc popełnię jeszcze jeden. Przepraszam, pomyliłem stosunkowo wszechstronnego Noah Kalinę z homeofthevain (Nikolą Tamindzicem) http://homeofthevain.com/ i jego http://www.fuckingnewyork.com/. Na pewno bedziesz wiedział o co chodzi z aktywizowaniem usera jako modelem budzenia zainteresowania dla czyjejś twórczosci. Widać, że jest to świadome działanie. Trudno jednak po nim uprawiać komercyjnei fotografię rodzinną/dziecięcą etc. Z kolei bezpieczny i miękki kontent (nawet erotyczny) nie budzi zaangażowania innego niż popatrzenie i miłe. odczucie.
    BTW, cytowane przez Ciebie statystyki publikacji wiodących postów nie są takie złe jak na rok działania.

    • marek, chyba pobiłeś rekord długości komentarza w 5-letniej historii tego bloga. Gratuluję ; ) Z częścią Twojego wywodu się zgadzam, części nie rozumiem, doceniam zaangażowanie. Do zobaczenia pod kolejnymi postami : )

    • tak, może zbyt quasi-objawieniowo starałem się podrzucic trochę przydatnego kontekstu, podobnie jak kiedys Ty podrzucałeś go innym (dzieląc się). Generalnie rzadko (lub wcale) komentuję cokolwiek. Trzymm kciuki za strategię i za ścieżkę.

  • Anonymous

    Ja mam wrażenie od kilku miesięcy, że zupełnie to samo się dzieje na fb, które zresztą zabiło większość sensownych portali do publikacji foto, a samo aktualnie powoli umiera, jego elementy możliwości jak i funkcjonalność. Martwa przestrzeń miliardów informacji, w której dominuje grupa 13-17lat. Tak apropo miejsc do publikacji, istnieją teraz jakieś sensowne 🙂 ?

  • No bingo…

  • Ten komentarz został usunięty przez autora.

    • Tumblr , podobnie zresztą jak pinternest jest miejscem gdzie sie re-bloguje , może dlatego już nikt nie szuka autora zdjęcia, bo wiadomo( najczesciej ) ze to tylko re blog, na fejsie szczególnie jesli to strona fotografa ogląda sie całość.Ja widząc fajne zdjęcie , często ogladam już cala stronę, jeśli mi sie podoba lajkuje , fakt na Tumblr tego nie robię .

  • Witajcie, ja mam Bloga na Tumblr i też zauważyłam że głównym nośnikiem tego portalu są zdjęcia. Ja założyłam tam bloga w ramach darmowej wersji swojej strony. Portal nie mający tylu ograniczeń co inne blogowe portale, a jednak problemem mam wrażenie są odbiorcy wszystkich treści a nie tylko ładnych zdjęć….

  • Prawdą jest niezbitą, że to nie autor dobrego zdjęcia ma być wyniesiony na szczyty, tylko sam Tumblr czy Facebook. My jesteśmy tylko po to, by robili na tym kasę i zbierali laury.