Felieton

Czemu nie warto kopiować innych fotografów?

Jesteś aspirującym fotografem i jeszcze nie udało Ci się wypracować własnego, rozpoznawalnego stylu? Istnieje olbrzymie prawdopodobieństwo, że nie uda Ci się to nigdy. Zwłaszcza, jeśli zaczniesz kopiować innych.

 Naśladowcy

Od lat obserwuję nasz mały polski fotoświatek, zresztą sam do niego należę. Raz na jakiś czas pojawiają się barwni i bardziej przebojowi ludzie, których twórczość, z różnych powodów, przyciąga całe rzesze fanów, czasem przeistaczających się wręcz w wyznawców. Ich zdjęcia pojawiają się wszędzie i zna je każdy, kto choćby piętę, od czasu do czasu, zanurza w rwącym potoku latających wkoło nas obrazków.

Za każdą z takich osób, oprócz rzeszy fanów, ciągnie się dużo mniejsze lecz o wiele bardziej zdeterminowane grono naśladowców. To również fani, czasem również wyznawcy. Z tą różnicą, że Ci mają aparaty, mają fotoszopy i zrobią wszystko, żeby ich obrazki choćby przypominały zdjęcia idoli. Jeśli jesteś jedną z tych osób wiedz, że świata fotografii nie zwojujesz.

Składowe

Jeśli pokazałbym Ci teraz serię zdjęć półnagich osób sfotografowanych na białym tle, z kciukami zwróconymi do bozi, z bardzo ostrym cieniem i dużą głębią ostrości, prawdopodobnie bezbłędnie trafiłbyś autora. Prawdopodobnie wiesz też ilu ma on naśladowców na całym świecie. Czy był pierwszy? Pewnie nie. Czy przekonał cały świat, że to jego styl? Tak, ponieważ nikt przed nim nie robił tego na taką skalę, w tej dokładnie dziedzinie i z taką konsekwencją.

Do fotografii, pomimo jej nieuchwytnego charakteru, można podejść bardzo analitycznie. Wbrew temu, co możesz myśleć, komponentów zdjęcia, które można skopiować, jest na prawdę wiele. Obok najbardziej oczywistych jak pomysł, rekwizyt czy sposób obróbki, może to być charakter światła, sposób kompozycji, przysłona, czy choćby specyficzny aparat. Idąc dalej, możemy odwzorować charakterystyczną ogniskową dotąd raczej nieużywaną przy danym typie zdjęć, kąt fotografowania, charakterystyczne pozy, czy wręcz mimikę, a najbardziej zdeterminowani zerżną równo wszystko po kolei.

Największy wróg fotografa

Naszym największym wrogiem są nasze własne ograniczenia, które trzeba nieustannie pokonywać chcąc się rozwijać. Trzeba przeskakiwać i zaskakiwać samego siebie. Nie jest to łatwe i udaje się nielicznym, a żeby móc to robić, trzeba potrafić zdefiniować swoją twórczość. Jej ramy, ograniczenia, mocne i słabe strony. Jeśli Twoja twórczość jest próbą naśladowania twórczości kogoś innego, nie będziesz w stanie jej zdefiniować, ponieważ nie znasz filozofii za nią stojącej. Nie możesz jej znać. Możesz przepisać kilka równań z zeszytu kolegi i udawać, że rozumiesz o co kaman. Wystarczy jednak zmienić jedną niewiadomą, żeby obnażyć takie krętactwo. Twój idol do swojego stylu dochodził często latami. W tym czasie zdążył wystarczająco zdefiniować swoją twórczość, żeby móc poprawiać wszystkie jej składowe. Żeby móc przeskakiwać samego siebie.


W zeszłym roku byłem tak bardzo zafascynowany pracą Remika Kozdry i Kasi Baczulis, że aż postanowiłem pójść na organizowane przez nich warsztaty z retuszu. Mimo, że większość patentów już znałem, nauczyłem się sporo i to nie tylko z retuszu, ale i podejścia do fotografii. Był to też dzień kiedy zdałem sobie sprawę jak bardzo ludzie chcą naśladować ich styl. Dokładnie to światło, dokładnie ten odcień skóry, dokładnie ten kolor czerni. DOKŁADNIE TEN!

Forever wannabe

Kopiując innych możesz zdobyć uznanie w oczach swojej mamy, znajomych na fejsie, może nawet pana wybierającego zdjęcia na główną maxmodels. Pewnie nawet znajomi aspirujący posłodzą Ci z raz czy dwa. Za to nigdy nikt traktujący fotografię poważnie, mający z nią do czynienia więcej, nie wypowie Twojego nazwiska oglądając zerżnięte przez Ciebie zdjęcia. Wiesz czyje nazwisko padnie?

Świat fotografii, w dobie internetu, nigdy nie był mniejszy i tak samo jak ludzie zdolni i kreatywni mogą bardzo szybko wypłynąć zdobywając fejm, hajp i tabuny groupies, tak samo szybko naśladowcy kończą z łatką na plecach. Łatką, na której widnieje nazwisko idola z nie pozostawiającym złudzeń dopiskiem wannabe.

Pisząc to nie mogę wyjść z podziwu dla prężnie działającej i niestety cały czas rosnącej grupy młodych fotografów robiących testy agencyjne. No odpalam jednego z drugim fanpejdżem i oczom nie wierzę. Zdjęcia moich znajomych widzę, tylko, że Ci znajomi wcale ich nie zrobili. Światło, kompozycja, retusz, ogniskowa, pozy, nawet modelki te same! Wszystko prawie identyczne. Prawie, bo jednak trochę gorsze. Niedopracowane, niedociągnięte. Aspirujące.

Raz przyklejonej łatki bardzo ciężko się pozbyć. Jeśli zaistniejesz w powszechnej świadomości jako wannabe, pozostaniesz wannabe na bardzo dlugo. Pamiętaj, że lepiej w ogóle nie mieć stylu, niż posługiwać się już rozpoznawalnym stylem kogoś innego. Jeśli nie masz stylu, możesz życ nadzieją, że doczekasz się go z czasem, doświadczeniem i świadomością swojej fotografii. Zżynając odbierasz sobie tę szansę. Forever wannabe!

PS. Na okładce Brigitte Bardot i chyba jedna z najczęściej powielanych póz w historii mody. Ciekawe czy była pierwsza..?